fbpx
Psychologia

Czy wysoka porażka może czegoś nauczyć?

21 listopada 2021
2 min czas czytania

„Nie wierzę, że zawodnik, który przegra 0:22, ma ochotę przyjść na następny trening, wiedząc, że za tydzień czeka go dokładnie to samo” – powiedział Sławomir Ficek, szkoleniowiec juniorów starszych GTS-u Pruszcz Gdański. Czy regularne przegrywanie może mieć swoje pozytywy?

Sporo osób, które czyta ten wpis, z pewnością grało w przeszłości w piłkę, ale coś musiało się (niestety) po drodze wydarzyć, że nie zostaliśmy światowej klasy piłkarzami. Sam pamiętam, że swój pierwszy ligowy mecz przegraliśmy 0:32, a ja akurat miałem „zaszczyt” stania między słupkami. Raz, drugi, trzeci taka porażka może się przydarzyć, ale jeżeli naszym sukcesem było to, że oddaliśmy strzał na bramkę rywala, to przyjemność z gry w piłkę była niewielka.

🟣 Myślę, że w dłuższej perspektywie, czyli np. całej rundy, takie spotkania nie mają sensu, ale w pojedynczych przypadkach – owszem. Trzeba też spojrzeć trochę szerzej, bo są różne sytuacje tak, jak u nas, że w lidze grali młodsi chłopcy i teoretycznie można byłoby tutaj szukać jakiejś wymówki, że jest to dla nich nauka, tylko że… ta nauka jest dosyć kiepska, jeżeli przez 14 meczów w rundzie biega się za piłką. Jedna, druga porażka nie niesie za sobą negatywnych konsekwencji, a wręcz można się sprawdzić, jednakże w dłuższej perspektywie widzę więcej destrukcyjnych niż pozytywnych aspektów – mówi Jan Rygiel, szkoleniowiec młodzików AS-u Progres Kraków.

Różne są powody tego, że dane drużyny nie radzą sobie najlepiej w rozgrywkach, w których biorą udział. Ostatnio z Centralną Ligą Juniorów U-15 pożegnała się Pogoń Szczecin, mimo że posiada jedną z najlepszych akademii w kraju, a wszyscy zdolni chłopcy z regionu trafiają właśnie do nich. „Portowcy” postawili na młodszy rocznik, który nie poradził sobie w fizycznej lidze i wiosną będą występować na szczeblu wojewódzkim, gdzie… to oni mogą być katem.

🟣 Jako trener grup młodzieżowych stwierdzam, że takie porażki czegoś uczą, a konkretnie – pokory. Takie mecze pokazują też chłopakom, jak dużo jeszcze muszą włożyć pracy w treningi, swój rozwój, żeby dorównać najlepszym zespołom w Wielkopolsce. W zeszłym sezonie występowaliśmy klasę niżej, gdzie chłopcy wygrywali praktycznie ze wszystkimi, ich ego wyraźnie podskoczyło, a liga wojewódzka trochę ich zweryfikowała. Mam nadzieję, że ta sytuacja nauczyła ich trochę pokory, ale jeżeli miałbym wybierać, to nie znam osoby, która wolałaby przegrywać, natomiast wymieniłem ten aspekt, żeby pokazać, że porażki również czegoś uczą, chociaż ogólnie rzecz biorąc, tych pozytywów nie ma zbyt wiele – odpowiada Patryk Słomczyński, trener trampkarzy starszych Warty Śrem.

Warto wspomnieć w tym miejscu o piłce dziewcząt, gdzie bardzo często dysproporcje pomiędzy zespołami są ogromne. Problem jest taki, że… nie widać rozwiązania tej sytuacji, bo np. na Mazowszu jest tylko jedna liga młodziczek, a więc dziewczynki z mniejszych miejscowości, które chcą rywalizować w rozgrywkach ligowych, muszą mierzyć się z drużynami pokroju MUKS-u Praga Warszawa czy Ząbkovii Ząbki, z którymi w bezpośredniej rywalizacji są bez żadnych szans.

🟣 Uważam, że jest to bezsensowna forma, aczkolwiek akurat w ligach dziewcząt ciężko znaleźć lepsze rozwiązanie, ponieważ jest tylko jedna liga, zupełnie inaczej niż w piłce chłopięcej, gdzie jest sporo grup i można dobierać zespoły do danych grup poziomami, żeby wyniki nie były aż tak wysokie. Myślę, że takie spotkania nie mają większej wartości szkoleniowej, ale w takich meczach można też np. doskonalić pewne elementy, w których nie do końca chodzi o wynik, natomiast to nie działa na dłuższą metę, bo jak się cały czas przegrywa po 0:10, to nie jest to budujące. Jestem zdania, że takie mecze niewiele uczą, jednakże z własnego doświadczenia wiem, że… za bardzo nie mamy innego wyboru – tłumaczy Mariola Rębowska, która prowadzi młodziczki UKS-u Olimp Loczki Wyszków.

Lubimy robić rzeczy, które sprawiają nam przyjemność, no chyba, że ktoś jest masochistą, ale takiej opcji nie zakładamy.

Ciężko, żeby futbol sprawiał nam radość, jeżeli tylko przegrywamy i niczego się nie uczymy.

Po pewnym czasie człowiek dochodzi do wniosku, że taka gra nie ma sensu i po prostu… rezygnuje.

🟣 Oczywiście, że spotkania, w których przegrywa się po 0:20, nie nie dają, ale tutaj należą się duże brawa dla drużyny, że się nie rozpadła po np. dwóch takich porażkach, tylko dograła rundę jesienną do końca i dopiero teraz została rozwiązana. Wszystko zaczęło się od organizacji zespołu, to było powodem, że notowali takie wysokie porażki, bo to była drużyna, która nie trenowała, nie spotykała się ze sobą, trener zebrał ich w nieznanym celu i dlatego to tak słabo wyglądało. Jeżeli chodzi o sam aspekt takich wyników, to wiadomo, że to nie ma sensu. Nie wierzę, że zawodnik, który przegra 0:22, ma ochotę przyjść na następny trening, wiedząc, że za tydzień czeka go dokładnie to samo – wyjaśnia sytuację drugiego zespołu juniorów starszych GTS-u Pruszcz Gdański, szkoleniowiec pierwszej drużyny juniorów.

Reasumując, trenerzy oraz trenerki zespołów, które radzą sobie słabo, źle lub fatalnie, uważają, że regularne porażki raczej nie mają żadnej wartości szkoleniowej. Czy tak samo działa to w drugą stronę? Tę kwestię poruszymy w przyszłym tygodniu.

FCapp Team
O AUTORZE

Ekipa pasjonatów sportów, w szczególności piłki. Teksty pisze w zasadzie cały zespół, czasem również przy współpracy zewnętrznych redakcji związanych ze środowiskiem piłkarskim.

Udostępnij