fbpx
Wywiad

“System szkolenia trenerów w Polsce jest zły i ukierunkowany na prostą karierę, zwaną potocznie CBA” – wywiad z pedagogiem i trenerem dzieci, arturem hibnerem

26 października 2021
2 min czas czytania

Czy każda osoba z uprawnieniami trenerskimi nadaje się do pracy z najmłodszymi dziećmi? Czy dobry szkoleniowiec poradzi sobie równie dobrze ze skrzatami, juniorami jak i seniorami? Jakie błędy popełniają trenerzy w pracy z kilkulatkami? Na co należy zwrócić szczególną uwagę trenując najmłodszych? Rozmawiamy z Arturem Hibnerem, doświadczonym pedagogiem i wieloletnim trenerem pracującym z najmłodszymi dziećmi.

🟣 Jak pan zareagował na informację, że w kategoriach od skrzata do orlika nie będzie prowadzona ewidencja wyników i tabel? To jest dobra decyzja nowego zarządu PZPN? Czy wręcz jest pan z tych osób, które uważają, że można było wprowadzić tę reformę już dawno temu?

🗣️ Ta informacja nie była dla mnie zaskoczeniem. Nie była też czymś, co zmienia coś w mojej praktyce trenerskiej, ponieważ w Wielkopolskim ZPN już od pewnego czasu odbywały się turnieje bez wyników i tabel. Już w sezonie 2019/20 w Błękitnych Wronki w kategoriach skrzatów i żaków miałem styczność z tą formułą. Tak samo jest obecnie w Creative Wronki – klubie, który założyłem z żoną i gdzie prowadzę zajęcia z dziewczynkami występującymi w turniejach ligowych w kategorii skrzat i żak. Nie tylko sama gra bez wyników jest istotna. Przede wszystkim ważne jest to, że nie ma sędziów.

🟣 Dlaczego jest to ważne?

🗣️ Tu nie chodzi o to, że sędziowie są źli i niesprawiedliwi, bo wielu jest arbitrów, którzy mają bardzo fajne podejście do dzieci i potrafią odpowiednio się zachować na boisku. W tych turniejach bez wyników podobają mi się odprawy trenerów przed meczami, gdzie ustalamy, jak długo będą trwały spotkania, na ilu boiskach i dzielimy zespoły na grupy – uwzględniając poziom zaawansowania zawodników. Co więcej, jeśli na takich rozgrywkach, zauważymy, że nieodpowiednio oszacowaliśmy dzieci pod względem ich poziomu, możemy to skorygować podczas rozgrywek. Mało tego, dziś na przykład w turnieju skrzatów (zgodnie z przepisami dziewczynki mogą być starsze od chłopców) – widząc dysproporcje – najpierw zredukowałem nasz skład do trzech, a później do dwóch bardziej delikatnych zawodniczek. To elastyczne podejście jest świetne w kontekście kształtowania umiejętności, poczucia własnej wartości i pewności siebie u dzieci. Formuła piłkarskiego festynu z krótkimi przerwami świetnie się sprawdza i to było bardzo dobre posunięcie ze strony PZPN-u.

CHCESZ ZORGANIZOWAĆ TURNIEJ? UŁATW SOBIE TO ZADANIE I SKORZYSTAJ Z DARMOWEJ APLIKACJI FCAPP >>

🟣 Z tego, co wiem, jest pan dumnym rodzicem piątki dzieci, które też mają styczność z piłką nożną. I na tę reformę ma pan pogląd nie tylko jako trener, ale i też rodzic. Jakie różnice odczuwają dzieci, uczestnicząc w turniejach bez wyników?

🗣️ Zawsze powtarzam, że to dzieci powinny być dumne z siebie, bo one trenują, grają. Ja tylko staram się je wspierać, towarzyszyć w ich rozwoju. Tak. Mam piątkę synów w przedziale wiekowym od 2,5 do 19 lat. Trójka z nich do dziś uczestniczy czynnie w treningach piłki nożnej, a czwórka miała styczność z tym sportem. Obecnie jeden łapie się do wieku, gdzie gra w turniejach bez wyników, ale też ma okazję występować w roczniku starszym, gdzie są wyniki w rozgrywkach ligowych Wielkopolskiego ZPN. I on mi mówi, że stresuje go sędzia, bo nigdy nie wie, czy arbiter będzie rygorystyczny, ostry i stanowczy. To też daje mi do myślenia, że brak obsady sędziowskiej na meczach jest ważny dla dzieci. Do tego trener, który go prowadzi, zauważył, że w turniejach bez wyników mój syn chętnie podejmuje trudne decyzje w bocznych sektorach boiskach, gra jeden na jeden, jest odważny w swoich działaniach. Gdy gra w roczniku starszym, bardziej się stresuje, boi się częściej podejmować trudne decyzje na boisku i gra ostrożniej – np. do najbliższego partnera, mając na uwadze wynik, jaki jest w danym momencie. Patrzmy zawsze na dzieci, a nie na nasze aspiracje i oczekiwania, bo to dzieci grają w piłkę, a my im to tylko organizujemy. One mają się czuć komfortowo. Rozmawiałem ostatnio z chłopakiem, który zagrał w wyjazdowym meczu, w którym jego drużyna przegrała 0:14. Powiedział, że zaraz po wyjściu z autobusu myśli, co powie rodzicom, bo wie, że padną pytania z ich strony i komentarze: “jaki był dzisiaj wynik?”, “jak zagrałeś?”, “ojej, znowu przegraliście, co się z wami dzieje?”. Chłopak wracając do domu, stresuje się tym, że będzie musiał o tym porozmawiać z rodzicami. Mogę powiedzieć ze swojego doświadczenia, że mój ojciec też zadawał mi takie pytania. Takie sytuacje są dla dziecka niekomfortowe. Moim zdaniem w ogóle najlepiej byłoby np. przez dwie doby po meczu nie rozmawiać z młodym piłkarzem o meczu, coś innego – gdy dziecko samo nawiąże rozmowę.

🟣 W przypadku turniejów bez ewidencji i tabel nie będą miały miejsca już takie rozmowy?

🗣️ Dziecko gra na takim turnieju kilka spotkań i po zakończeniu rozgrywek dobrze nie pamięta, z kim wygrało, przegrało, a gdzie padł remis. Oczywiście, że dzieci liczą sobie bramki, ale często też potrafią się pogubić w rachubach, bo to nie jest dla nich najważniejsze. Taki chłopak wraca do domu z tych rozgrywek i mówi pełny entuzjazmu: “mama, tata strzeliłem gola zza pola karnego w samo okienko”, “obroniłem strzał z rzutu wolnego, odbijając piłkę nad poprzeczkę”, “wybiłem piłkę z linii bramkowej” itd. Możliwe, że w tych przypadkach jego drużyna przegrała wysoko, ale dla niego jest najważniejsze to, co ON zrobił. W tym wieku najistotniejszy jest rozwój indywidualny. Nawet przegrywając mecz 1:14, można się czegoś nauczyć i zrobić coś dobrze na boisku.

W szczególności w tych najmłodszych kategoriach należy budować u dzieci poczucie bezpieczeństwa, sprawczości, adekwatnego oceniania siebie w oparciu o swoje działania – na zasadzie: “porównuj siebie z dziś do siebie z wczoraj”.

Pamiętajmy, że chłopiec grając z piłkarzami o wyższych umiejętnościach po prostu się rozwija – nawet, jeśli jego drużyna wysoko przegrywa. Wyniki w ligach nijak się mają do indywidualnego rozwoju. Mój trzeci syn przeniósł się latem do innego zespołu w nieco wyższej lidze. Jego obecna drużyna w tabeli nie prezentuje się najlepiej, ale w ciągu trzech miesięcy w nowej ekipie chłopak zrobił większy postęp niż w poprzednim klubie przez dwa lata, gdzie jego eks-drużyna była pierwsza w tabeli.

🟣 Uważa pan, że rodzice i trenerzy często nieświadomie nakładali dodatkową presję dzieciom, z uwagi na wyniki i tabele?

🗣️ Sama świadomość, że istnieją tabele i wyniki powodują, że dzieci odczuwają presję – np. kopią w słupek ze złości, gdy padnie bramka dla rywali, denerwują się i mówią niemiłe rzeczy w emocjach. Niedawno była taka sytuacja w orlikach, gdzie dziecko powiedziało do ojca na meczu: “zamknij się!”, choć ten chciał tylko pocieszyć swojego syna słowami: “głowa do góry”. Niektórzy rodzice nie potrafią odpowiednio wspierać swoich dzieci. Powinni to umieć, ale od tego też jest trener – wykształcony w tym zakresie i może rodzicom pomagać, pedagogizować.

W tych starszych kategoriach wiekowych, gdzie są już wyniki, często interweniuje sędzia i wymierza kary zawodnikom. Okej, robi to zgodnie z przepisami, bo chłopak zaklął, wykopnął piłkę, odpyskował itd. Aczkolwiek dzieci nie są zasadniczo winne tym sytuacjom. My, dorośli daliśmy im złe ramy do rozgrywania meczów – wyniki, tabele i presję, z którą nie potrafią sobie poradzić. To nie jest tak, że wystarczy powiedzieć 10-letniemu chłopcu: “głowa do góry” i problem mamy z głowy. Nie, tak to nie działa. To jest wierzchołek góry lodowej. Są trzy poziomy: zachowania (wierzchołek), emocje (środek), potrzeby (podstawa góry). Nie ma złych emocji – emocje mogą być przyjemne (np. radość) lub trudne w odczuwaniu (np. smutek). Wszystkie emocje sa potrzebne. Przykładowo smutek skłania nas do zatrzymania, refleksji. Na emocje dzieci nie mamy już żadnego wpływu. Każdy człowiek ma określne potrzeby (wszystkie one są piękne – np. autonomii, kompetencji, relacji, przynależności), jeśli nie zostaną one zaspokojone, to może powstać np. wybuch złości (emocja). Mały zawodnik ma m.in. potrzebę kompetencji, czyli chce dobrze grać i osiągnąć jakiś cel – np. zdobyć bramkę, wygrać mecz. Jeśli nie uda mu się tego uczynić, to widzimy u niego emocje – strach, złość, podenerwowanie itd. My zaś mówimy, oceniamy, że dane zachowanie dziecka jest złe, a nie dochodzimy do sedna danego problemu. W szkoleniu piłkarskim brakuje osób z przygotowaniem pedagogicznym.

🟣 Co ma pan przez to na myśli?

🗣️ Nie wyobrażam sobie, żeby fizyk nie znał matematyki. Analogicznie uważam, że niedopuszczony do zawodu powinien być trener bez przygotowania psychologiczno-pedagogicznego. Większość szkoleniowców w Polsce to organizatorzy ćwiczeń, którzy skupiają się tylko na planowaniu treningu i realizowaniu celów techniczno-taktycznych, motorycznych – pomijając aspekt psychologiczno-pedagogiczny. Ach…. gdyby trenerzy rozumieli mechanizmy psychologiczne i społeczne zachodzące w człowieku i między ludźmi. Bez tego nie jesteśmy w stanie zmienić dziecka, zapewnić mu poczucia bezpieczeństwa, komunikować się z dziećmi, rodzicami i ich edukować. Osobiście poszedłbym nawet o krok dalej – terapia własna, ponieważ, żeby zacząć zmieniać kogoś, najpierw trzeba zacząć zmieniać siebie. Mam za sobą terapię własną i mogę powiedzieć, że gdy człowiek zajrzy w głąb siebie, to wtedy łatwiej jest dalej działać na rzecz innych osób. Myślę, że sam system szkolenia trenerów w Polsce jest zły i ukierunkowany na prostą karierę, którą nazywam potocznie “CBA”, czyli ścieżka poprzez kursy UEFA C, B i A. Trenerzy zamiast specjalizować się w danej dziedzinie – np. w pracy z dziećmi w wieku przedszkolnym – to chcą iść wyżej, trenować starsze kategorie, dojść do seniorów, bo tam są większe pieniądze. Jako między innymi przedszkolanek mogę powiedzieć, że między trzylatkami a czterolatkami jest ogromna różnica rozwojowa. Sam wiek przedszkolny jawi mi się jako ogromna – wręcz nie do ogarnięcia, zgłębienia – przestrzeń.

🟣 Chce pan przez to powiedzieć, że zapomina się o dzieciach i ich wychowaniu, a skupia się tylko na rozwoju dorosłych ludzi?

🗣️ Gdzie w tym wszystkim jest dziecko i wiedza psychologiczno-pedagogiczna? Czy na kursie UEFA B zdobędziemy taką samą wiedzę, jaką mają psycholodzy czy pedagodzy, którzy pracują w przedszkolach lub szkołach podstawowych? Nie, nie dowiemy się tego! Bo ta cała PZPN-owska ścieżka szkolenia, kolejnych kursów trenerskich jest zbudowana pod organizatorów ćwiczeń. W tym momencie działacze PZPN-u odpowiedzą mi pewnie: “pedagogika jest wprowadzana na kursach”. Okej, ale teraz porównajmy sobie to wszystko pod względem liczby godzin. Ile trzeba czasu, żeby mieć zwykłe przygotowanie pedagogiczne? To są dwa lata studiów podyplomowych. Ile godzin potrzebnych jest do tego, żeby móc pracować w przedszkolu lub w klasach 1-3? Jednolite pięcioletnie studia magisterskie z pedagogiki przedszkolnej i wczesnoszkolnej. Żeby zostać psychologiem, ile potrzeba czasu na przygotowanie do zawodu? Przecież ciężko to nawet ze sobą porównywać! Błędne jest założenie PZPN-u, że każdy trener, który ukończy kurs UEFA C, będzie chciał iść wyżej. Mogę to powiedzieć na moim przykładzie. Już do końca życia będę się rozwijał w piłce dziecięcej. I PZPN nic mi nie proponuje. Zbudowałem sobie sam ścieżkę szkolenia trenera dzieci. W swoim własnym zakresie studiowałem, ukończyłem cztery studia podyplomowe, uczęszczałem na wiele kursów, żeby jeszcze lepiej szkolić, rozwijać dzieci. Zresztą nie tylko w klubie, ale i też w przedszkolu, gdzie mamy do czynienia z całą populacją, a nie tylko wycinkiem – jak ma to miejsce w klubach piłkarskich. Ważna jest praktyka w placówkach oświatowych, praca w środowisku, gdzie mamy do czynienia z różnymi dziećmi o różnych predyspozycjach, zachowaniach, a nawet zaburzeniach. Pedagog musi wiedzieć, jak podchodzić do wszystkich dzieci, także tych wyjątkowych, specjalnej troski. Niedawno pewien trener powiedział mi: “panie Arturze, prowadziłem zajęcia w przedszkolu. Mam doświadczenie w trenowaniu najmłodszych dzieci w klubie, skończyłem AWF – ale zajęcia w przedszkolu, to była dla mnie męka”.

🟣 Z czego to mogło wynikać?

🗣️ Z braku predyspozycji.

Dla mnie praca w przedszkolu okazała się mega cennym doświadczeniem, SPEŁNIENIEM. To jest zupełnie coś innego niż trenowanie dzieci w tym samym wieku w „akademii piłkarskiej”. Mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że miesiąc pracy w przedszkolu to jak rok pracy w klubie z piłkarzami w wieku przedszkolnym. Masz do czynienia z inną dynamiką, nieprzewidywalnością, zróżnicowaniem grupy. To jest cały przekrój społeczny dzieci w wieku przedszkolnym. Można się naprawdę wiele nauczyć w przedszkolu, co polecam każdemu trenerowi specjalizującym się w pracy z najmłodszymi.

🟣 Ireneusz Stencel, czyli doświadczony trener Raduni Stężyca na portalu Weszło Junior powiedział: na jakiej podstawie ktoś może określić, że dany trener nadaje się do seniorów, a inny do juniorów? To jest tak, jakby powiedzieć, że dyrektor szkoły podstawowej lub przedszkola nie nadaje się do tej samej funkcji w liceum. Jeśli ktoś jest dobrym dyrektorem to poradzi sobie w podstawówce, jak i w liceum. Moim zdaniem ta sama zależność występuje w trenerce. Jeśli ktoś jest dobrym szkoleniowcem, to poradzi sobie z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi”. W ramach uzupełnia tylko dodam, że ten szkoleniowiec miał okazję pracować z każdą grupą wiekową i jak sam uważa, radził sobie bardzo dobrze, stąd też jego wnioski o tym, że dobry trener jest w stanie dostosować się do każdej grupy wiekowej. Co pan na to?

🗣️ Absolutnie się z tym nie zgadzam! To są zupełnie inne dziedziny, dyscypliny piłki nożnej. Trenera Stencla zapraszam do publicznego przedszkola, do grupy trzylatków. Chciałbym zobaczyć, jak poprowadziłby zajęcia ruchowe z elementami piłki nożnej.

Nie ma ludzi, którzy są predysponowani do wszystkich dziedzin. Jeśli my mówimy, że piłka nożna jest nauką, która ciągle się rozwija i powstają nowe teorie, to tym bardziej potrzebni są specjaliści od konkretnych obszarów.

Przecież, żeby prowadzić zajęcia w przedszkolu, trzeba mieć specyficzne umiejętności, kompetencje. Jeszcze kilka lat temu nie wyobrażałem sobie, żeby w ogóle funkcjonowały zajęcia piłkarskie dla dwulatków. Nie mieściło mi się to w głowie, a są to kapitalne zajęcia, które są realizowane, chociażby w ramach projekt Lech Baby, gdzie miałem przyjemność pracować. Tam nie tylko pracujesz z dziećmi, ale i rodzicami. Prowadzisz komunikację na linii: trener-dziecko, trener-rodzic, trener-dziecko i rodzic. Jako prowadzący musisz nad wszystkim zapanować, odpowiednio się komunikować, mieć umiejętności interpersonalne, empatię emocjonalną, delikatność, być spontaniczny, autentyczny, mieć dystans do siebie („aktorstwo” w prowadzeniu zajęć). Pamiętajmy, że malutkie dzieci potrafią doskonale wyczuć u drugiej osoby niepokój, trudne emocje. Wróćmy do wypowiedzi szkoleniowca ze Stężycy i zadajmy sobie pytanie: kim jest dobry trener? Co przez to mamy rozumieć? To jest tylko organizator ćwiczeń? Jeśli tak, mogę to potwierdzić, że dobry organizator ćwiczeń jest w stanie przebrnąć przez zajęcia dla wszystkich kategorii wiekowych, ale czy one wypalą? Czy ten organizator zrozumie wagę RELACJI i podmiotowość?To już jest zupełnie inna para kaloszy.

🟣 Jak to?

🗣️ Pamiętam swoje początki w pracy w przedszkolu, gdy już miałem spore doświadczenie trenerskie. Prowadziłem zajęcia dla trzylatków, gdzie zastosowałem najprostszego berka, który po prostu się nie udał. Dlaczego? Berek to „gra z regułami” – a więc zabawy mające reguły i wyraźny cel, którym często jest wygrana. Ich istotą jest poznawanie i ćwiczenie technicznych i społecznych zasad rządzących zabawą, a także ich ustalanie, negocjowanie i modyfikowanie wraz z innymi uczestnikami zabawy. Efektem gry z regułami jest gotowość do rozumienia reguł społecznych oraz gotowość do podporządkowania się im, nauka efektywnej współpracy. Berek to jest zabawa, którą wprowadza się dopiero w późniejszym wieku przedszkolnym. Wiek rozwojowy dziecka jest określony, nie przeskoczymy go. Jeśli my nie rozróżniamy „zabaw na serio” (zabawy manipulacyjne, konstrukcyjne – np. układanie klocków), „zabaw na niby” (np. opowieści ruchowe) i „gier z regułami” (np. berek, piłka nożna) – to niczego nie wskóramy. U trzylatków nie ma większych szans na to, żeby wypaliły „gry z regułami”. Dziś już wiem, że konspekt zajęć w przedszkolu nie może być taki sam dla wszystkich grup wiekowych. Na dobrą sprawę w przedziale 3-6 latków powinny być trzy odrębne konspekty zajęć dobrane pod kątem rozwojowym dziecka. Nie wiem, czy trener Stencel doświadczył tego samego, co ja. Ja widzę ogromne różnice między trzylatkami, czterolatkami i sześciolatkami. To są zupełnie inne dzieci. Rok w wieku przedszkolnym to „lata świetlne”, podczas których zachodzi wiele zmian psychofizycznych, społecznych, emocjonalnych. Nie wiem, czy trener, który wypowiedział wspomniane zdanie, ma taką wiedzę i podobne doświadczenia.

🟣 W tamtej rozmowie zaznaczał, że najmłodsza grupa, jaką prowadził to byli pięciolatkowie, a doświadczenie ma ze wszystkimi kategoriami wiekowymi w górę.

🗣️ Trener, który prowadzi zajęcia w przedszkolu, musi być też aktorem i wcielać się w różne postacie, role i być przy tym autentycznym. Jeśli to widać po twoich ruchach, gestach, mimice twarzy, tonie głosu – to dzieci w ciebie uwierzą. Dziecko jest najlepszym weryfikatorem tego, jak prowadzimy zajęcia. Spójrzmy na inne kraje, jaka tam jest tendencja? Z najmłodszymi pracują bardzo doświadczeni trenerzy – nie tylko w zawodowo, ale i życiowo. Dlaczego? Bo tam zwraca się uwagę na to, kto już miał styczność z wychowywaniem dzieci, jaką ma wiedzę psychologiczno-pedagogiczną, rozumie i kocha najmłodszych. On może mieć skończony „tylko” kurs UEFA C, a będzie dobrym szkoleniowcem.

Mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że nie odnalazłbym się w pracy z juniorami czy trampkarzami. Moją specjalizacją jest piłka dziecięca. Ostatnio miałem okazję poprowadzić zespół w B-klasie, gdzie bardziej byłem socjologiem prowadzącym obserwację uczestniczącą (ukrytą technikę badawczą). Wyjawię, że chciałem sprawdzić założenia Tomasza Wilczewskiego. Moim zadaniem było oddanie autonomii seniorom, niesterowanie nimi, uznanie ich sprawczości, autonomii. Byłem ciekawy, jak to wyjdzie w praktyce i przyznaję, że w 99,9% sprawdziły się słowa Tomka Wilczewskiego, którego z tego miejsca serdecznie pozdrawiam. Aczkolwiek nie jestem ekspertem od piłki seniorskiej, juniorskiej czy trampkarzy, bo nie można się znać na wszystkim.

Może nam się wydawać, że jesteśmy dobrymi trenerami, ale pamiętajmy, że od oceny są dzieci. Oddajmy im głos, one są w stanie określić, kto prowadzi dobre zajęcia.

🟣 W jednym z pana ostatnich tekstów na portalu Łączy Nas Trening, został poruszany temat trenerów najmłodszych grup treningowych. Opowiedział pan historie, które doświadczył na treningach żaków, gdzie szkoleniowcy mieli do dyspozycji fajną, zaangażowaną grupę dzieci, oni sami przygotowali w miarę ciekawe zajęcia, ale brakowało u nich energii, zaangażowania i interakcji z dziećmi. Odniósł pan wrażenie, że ci szkoleniowcy wyglądali, jakby byli tam za karę i myśleli już tylko o następnej aktywności – treningu seniorów. Czy pana zdaniem takie postawy obojętnych trenerów mogą mieć negatywny wpływ na te dzieci w przyszłości? Parokrotnie w tym wywiadzie użył pan takiego określenia, że wielu jest organizatorów zajęć, a nie trenerów. Czy to jest złe w kontekście w wychowywania poprzez sport?

🗣️ Rodzące się dziecko ma około 110 mld neuronów, później neuronów w mózgu jest za wiele (rosną ich wypustki) i między 7 a 14 rokiem życia następuje darwinizm neuronalny: część neuronów musi zginąć (około 30%) – poszczególne neurony walczą ze sobą o przeżycie, bo neuron może żyć tylko w momencie, gdy znajduje jakąś pracę, dzięki temu zdobywa bowiem neurotrofiny, dzięki którym może się rozwijać. „W mózgu nie ma zasiłku dla bezrobotnych. Jeśli neuron się nie załapie na pracę, musi zginąć. Jakie neurony stracimy, zależy od tego, jak wygląda nasze środowisko i nasze wychowanie” – zwrócił uwagę na jednym z wykładów prof. dr hab. Jerzy Vetulani. Mózg jest neuroplastyczny. My mózg zmieniamy fizycznie, jego strukturę np. poprzez psychoterapię, a dziecko od 7. roku życia traci 30% swoich neuronów i my dajemy na zajęcia do nich osoby, żeby mogły sobie dorobić!?

Ja spotkałem się z takim trenerami z UEFA B, którzy dawali dzieciom kary na treningach w postaci „kółek do przebiegnięcia” w czasie całego treningu… To jest przestępstwo, przemoc wobec dzieci! Takie działanie może wynikać z niewiedzy takiego trenera i chociażby braku znajomości wspomnianego „przekroju góry lodowej”: zachowania -> emocje -> potrzeby.

Wróćmy jeszcze na chwilę do trenera Stencla, bo chciałbym mu zadać pytanie – czy pan pracował kiedyś na przykład z dzieckiem z zaburzeniem integracji sensorycznej? Czy jest pan w stanie to rozpoznać? Co pan zrobi, żeby to dziecko rozwijało się i funkcjonowało w grupie? Dla mnie fantastyczną rzeczą jest to, że mogę prowadzić zajęcia m.in. w przedszkolu integracyjnym i przebywać w towarzystwie nauczycieli specjalistów – rozmawiać i czerpać wiedzę o dzieciach, wtedy wiem. Przede wszystkim zaszczytem dla mnie jest, że mogę BYĆ z różnymi, wyjątkowymi dziećmi w przedszkolach.

Wracając jeszcze do pytania pana redaktora – gdy przypomnę sobie obrazek ze wspomnianego treningu skrzatów, który opisałem na ŁnP, mam łzy w oczach. Bo właśnie pomyślałem sobie o tym, że wśród tych szkoleniowców mogłyby przebywać moje dzieci. Ci trenerzy zapomnieli nawet pożegnać się ze swoją grupą… Serce mi się kroiło od środka i rodzicom też powinno, ale rozumiem, że tego od razu nie wyłapali, bo dla nich najważniejsza jest miłość do dziecka i to, że widzą uśmiech na twarzy swojej pociechy. Nie jestem wyrocznią i omnibusem, zagadałem do mojego znajomego, który też prowadzi zajęcia w tym klubie i on mi powiedział: “intensywność zajęć i zaangażowanie tamtych trenerów pozostawia wiele do życzenia”. I to są słowa osoby, która pracuje w tym samym miejscu. Ci szkoleniowcy wyrządzają krzywdę dzieciom i są nieuczciwi wobec rodziców. Wie pan, co ja zawsze mówię rodzicom, gdy zaczynam współpracę z nową grupą? – “Oddajecie swój najcenniejszy skarb”. I to jest ten wymiar odpowiedzialności, który, my, trenerzy bierzemy na swoje barki. Dlatego ta wspomniana sytuacja tak mnie zasmuciła.

🟣 W tej rozmowie padło wiele gorzkich słów pod adresem trenerów, którzy pracują z najmłodszymi, dlatego spuentujmy to czymś pozytywnym i edukacyjnym. Jakie pan rady dałby młodym, ambitnym szkoleniowcom, którzy chcą się rozwijać, pracować z dziećmi i nie popełniać już błędów, które zostały wymienione?

🗣️ Nie jestem ani idealnym człowiekiem, ani trenerem, ani też rodzicem. Bo nie ma ludzi idealnych. Rodzicom i trenerom, którzy chcą się rozwijać, zalecam schować ego do kieszeni dla dobra dzieci. Na naukę nigdy nie jest za późno. Nie chcę deprecjonować działań trenerów, którzy chcą, w głębi serca, wykonywać dobrze swoją pracę. Może nie zawsze im wychodzi i popełniają błędy, ale chcą się zmieniać. Pod moim tekstem na ŁnT pojawiały się komentarze w stylu: “my znamy nauczycieli, którzy zachowują się tak samo, ale w szkole”. Oczywiście, to nie jest tak, że sam fakt pozyskania wykształcenia psychologiczno-pedagogicznego sprawi, że ktoś się nadaje do szkolenia piłkarskiego dzieci. Bo trzeba mieć też predyspozycje i umiejętności do tego zawodu. Jednak każdy może się rozwijać, zmieniać. Uważam, że trenerzy, którzy chcą pracować z najmłodszymi, powinni pogłębiać swoją wiedzę psychologiczno-pedagogiczną i praktykować w przedszkolach. Moje rady to: wiedza, cierpliwość, ciężka praca, pokora, pokora i jeszcze raz pokora. Do tego szczerość wobec dziecka i miłość, bo jeśli się nie kocha DZIECI – to nie jest się w stanie odpowiednio towarzyszyć im w rozwoju.

FCapp Team
O AUTORZE

Ekipa pasjonatów sportów, w szczególności piłki. Teksty pisze w zasadzie cały zespół, czasem również przy współpracy zewnętrznych redakcji związanych ze środowiskiem piłkarskim.

Udostępnij